Johnnie Walker Red Label

Johnnie Walker Red Label nazywany Czerwonym Jasiem, to chyba najbardziej znana szkocka whisky na świecie, jednak swoją popularność niekoniecznie zawdzięcza walorom smakowym… Zaczynimy od podkreślenia najważniejszego faktu, że Johnnie Walker Red Label jest whisky dość opłacalną w stosunku do objętości, ponieważ litrowa butelka potrafi kosztować w dyskontach (Biedronka, Lidl) niecałe 60 złotych. Eleganckie wydanie, powszechnie szanowana marka, zaskakująco atrakcyjna cena… Nic zatem dziwnego, że klientela hurtowo kupuje Johnnie Walker Red Label, dostępnego zresztą w każdym monopolowym, stacji benzynowej czy supermarkecie. Mleka, chleba lub masła w osiedlowym sklepiku nie kupisz, ale Johnnie Walker Red Label tam znajdziesz. Chociaż to bezsprzecznie ambasador whisky, opinie o Czerwonym Jaśku okazują się bardzo skrajne, a teraz dołożymy jeszcze nasze trzy grosze. Lojalnie jednak uprzedzam, że recenzja będzie równie szorstka jak bohater niniejszego wpisu.

Chociaż to ambasador whisky, opinie o Czerwonym Jaśku okazują się bardzo skrajne, a teraz dołożymy jeszcze nasze trzy grosze.

Kolor Johnnie Walker Red Label jest całkiem przyjemny – jasno bursztynowy oraz ciepły, oczywiście doprawiany karmelem, podobnie jak większość nie tylko tanich blendów (nawet Chivas Regal 18Y został zabarwiony). Otwieram więc butelkę, nalewam pierwszą szklankę i niepewnie zbliżam nochala do krawędzi… Ryja wprawdzie nie wykręciło, jednak Johnnie Walker Red Label bogactwem aromatów nie imponuje, będąc raczej średnio lotnym i płaskim trunkiem. Zaraz po nalaniu whisky do szklanki mocno wyczuwalna jest ostrawa woń alkoholu, który po krótkiej chwili ulega rozproszeniu albo nozdrza zwyczajnie się przyzwyczają. Dalej można wyczuć trochę zboża, suszonych owoców, nieco nut torfowych (wędzonki), jak również delikatnego toffi gdzieś na samym końcu. Przypomina to trochę hardcorową wersję kompotu wigilijnego. Ogólnie Johnnie Walker Red Label pod względem bukietu zapachowego wypada bardzo słabo, niemniej cudów nie należy oczekiwać po  blendzie produkowanym na niespotykaną skalę.

Johnnie Walker Red Label pod względem bukietu zapachowego wypada bardzo słabo. To taki hardcorowy wigilijny kompot.

Johnnie Walker Red Label to whisky kupażowana z ponad 40 różnych destylatów (m.in.: Cardhu, Caol IIa), wśród których przeważają trzyletnie i niezbyt wysokich lotów (najpewniej pszeniczne). OK, mieszanki bywają naprawdę apetyczne, aczkolwiek recenzowanego trunku do takowych nie zaliczam. Pierwszy łyczek i pojawiają się myśli samobójcze. O kurwa… ależ to jest paskudne! Piekielnie gryzący alkohol natychmiast wykręca facjatę, paląc wnętrzności niczym roztopione żelazo. Smakuje zresztą podobnie – trudno czerpać jakąkolwiek przyjemność z czystego Johnnie Walker Red Label, chyba że jesteście masochistami. Nieprzypadkowo sam producent zaleca rozcieńczanie „Jaśka” innymi płynami. Finisz jest charakterystyczny, piekielnie długi i niezapomniany… ten paskudny dymno-torfowy posmak czuję w ustach pomimo upływającego czasu. Ile to będzie? Chyba z piętnaście lat… Na szczęście kiedy najgorsze przeminie, pojawia się troszeczkę słodyczy ocierającej łzy rozpaczy po alkoholowym spustoszeniu. Mimo wszystko, to jedna z gorszych whisky jakich miałem okazję w życiu kosztować.

Opisywana whisky w ogólnym rozrachunku niewiele sobą reprezentuje. Lepiej zapolować na coś innego w podobnej cenie.

Ocenianie Johnnie Walker Red Label w czystej postaci jest trochę krzywdzące, ponieważ prawdopodobnie 11 na 10 pytanych osób odpowiedziałoby, że poważnie zagraża to zdrowiu psychicznemu i może wywołać długoletni whiskowstręt. Cóż, takie bezwzględne kryteria przyjęliśmy, więc zmuszeni jesteśmy ich przestrzegać, niemniej w normalnych warunkach „Czerwonego Jaśka” po prostu trzeba zalać colą, domestosem lub sokiem jabłkowym. To whisky przeznaczona tylko do drinków, gdzie stanowić będzie niewielki procent udziału, inaczej gotowa jest zdominować napitek. Jej gigantyczną popularność mogę wytłumaczyć tylko konsekwentnym, mądrym i szeroko zakrojonym marketingiem, ponieważ w ogólnym rozrachunku niewiele sobą reprezentuje. Lepiej już zapolować na Tullamore Dew Original, które nawet jeśli kosztuje odrobinę więcej, rekompensuje to łagodniejszym i bardziej harmonijnym smakiem.

OCENA JOHNNIE WALKER RED LABEL: 2/10



3 thoughts on “Johnnie Walker Red Label”

  • W przypadku czerwonego JD najczęściej spotykam się z hejtem w jego kierunku. Oczywiście najwięksi krzykacze to ci od whisky z colą i nie wychodzą poza blendy do 50zł, a przecież czerwony jaś ma zarabiać $$, a nie być rozkoszą dla podniebienia.

    • Niestety, fotki gdzieś nam pożarło, ale dorobię jak będzie okazja. Z tym że nie bardzo mam ochotę ponowne spotkanie z JW RL 🙂

  • Oj tam, już nie wydziwiaj, że taka zła Niektórym (mi ) pasi zbożowy posmak Nie samymi bunahavenami człowiek żyje

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *