Podstawowy Jameson 18YO okazał się nadzwyczaj udaną blended whiskey, jednak destylarnia posiada jeszcze podrasowaną wersję pełnolatka, którego ochrzciła nazwą Jameson 18YO Bow Street. Zawartość butelki to mieszanka destylatów z tradycyjnych irlandzkich alembików (pot still) oraz kolumny rektyfikacyjnej. Producent w procesie dojrzewania ponownie wykorzystał beczki wykonane z amerykańskiego oraz hiszpańskiego dębu (najpewniej po Sherry), wybierając trzy charakterystyczne destylaty z oferty Midleton Distillery mieszczącego w hrabstwie Cork. Ostatnie dwanaście miesięcy finiszowania przeprowadzono natomiast w świeżym drewnie goszczącym wcześniej Burbon, przenosząc całość do magazynu Jameson Distillery Bow Street w Dublinie. Właśnie stąd pochodzi dopisek w nazwie. Oprócz ładniejszego wydania, również zawartość butelki przeszła istotne zmiany. Otrzymujemy bowiem whiskey Cask Strength (55.3% zamiast 46%), która nie została poddana koloryzacji, a wzorem wersji podstawowej pominięto także filtrację na zimno. Trzeba uczciwie przyznać, że parametry Jameson 18YO Bow Street (Batch 1/2018) wyglądają naprawdę ciekawie, zwłaszcza w świecie blended whiskey.

Wygląd – drewniane opakowanie z wyjmowaną wkładką imitującą miedź, podkreśla charakter produktu klasy premium. Po otworzeniu raczeni jesteśmy korpusem, gdzie spoczywa pięknie rzeźbiona butelka z klasyczną zieloną etykietą. Wygląd szkła okazuje się bliźniaczy względem standardowego Jameson 18YO. Masywny korpulentny kształt, solidna podstawa, emblemat i potężny korek – estetka wykonana pozostaje pierwszorzędna. Kolor trunku jest bursztynowy, konsystencja mocno oleista.
Aromat – potężna dawka migdałów, lukrecji, wanilii, czekolady, orzechów i miodu. Słodkie aromaty przełamuje świeżość zielonego jabłka, czerwonych suszonych owoców, pomarańczy i innych cytrusów. Gdzieś pomiędzy wchodzi mleczko kokosowe. Bardzo klarowna, bogata oraz rozbudowana. Alkohol znakomicie ukryty pomimo 55.3% zawartości ABV. Dodanie odrobiny wody eksponuje owocny charakter trunku, zdecydowanie poprawiając jego lotność.
Smak – egzotyczny ze słodkim ukierunkowaniem, gdzie najpierw przeważają migdały, palony cukier i karmelki. Dalej pojawiają się bogate zasoby owoców tropikalnych, ze szczególnym wskazaniem ananasa, dojrzałego banana, sycylijskich pomarańczy, brzoskwini, rodzynek. Nie brakuje jednak również pikantności, która towarzyszy destylatowi za sprawą korzennych przypraw, białego pieprzu i cynamonu. Ogólnie mocniejsza w odbiorze od wersji podstawowej. Dodanie wodny zmniejsza słodkość, niemniej pikantność pozostanie w zasadzie niezmieniona.
Finisz – zdecydowanie nie należy do krótkich, aczkolwiek w odróżnieniu od smaku, okazuje się bardziej wytrawny. Oprócz słodyczy ujawnia się orzechowa goryczka, połączona z mokrym tytoniem i klasyczną skórą. Pikantność obecna w smaku stosunkowo szybko zanika. Dodanie kilku kropelek wody pozwala zachować więcej słodyczy, wydobyć nuty czekoladowe, babki piaskowej, kakao. Biorąc pod uwagę kategorię blended whiskey, to Jameson 18YO Bow Street wypada świetnie.

Podstawowy Jameson 18YO okazał się ponadprzeciętnie smakowitą mieszanką, która spokojnie zawstydza pełnoletnie single malty, dlatego nie należy lekceważyć solidnej whiskey mieszanej. Jameson 18YO Bow Street jest jeszcze bardziej esencjonalny, mocniejszy i jednocześnie trochę trudniejszy w odbiorze. Oczywiście, zupełnie odrębna kwestia to opłacalność, bowiem recenzowana whiskey kosztuje astronomiczne 1000-1200 złotych, podczas gdy standardowy Jameson 18YO to wydatek rzędu 600-700 złotych. Powiedzmy sobie szczerze – recenzowana butelka należy do absurdalnie drogich. W takich pieniądzach spokojnie można znaleźć kilka porządnych 18-letnich single maltów, chociażby Glenfiddich 18YO, Glen Moray 18YO oraz Glenlivet 18YO. Pomimo bardzo pozytywnego wrażenia, trudno Jameson 18YO Bow Street nazwać sensownym zakupem, ale spróbować przy okazji oczywiście warto…